Kampania wrześniowa 1939 roku, techniczne mity.

0
123
Karabin maszynowy wz. 38FK w wersji dla piechoty

O wrześniu 1939 roku panuje mit, że Polska armia przeciwko niemieckim czołgom była w stanie wystawić ułanów uzbrojonych w szable i lance, a nowoczesne uzbrojenie było dopiero w fazie szkiców na inżynierskich stołach. Mieliśmy jednak broń zdolną stawić czoła niemieckiej myśli technicznej, nie było jej zbyt wiele. Poniżej maszyny bojowe, które przedstawiały realną wartość bojową, produkowane i udoskonalane w Polsce przed 1939 rokiem.

PZL.37 Łoś, średni samolot bombowy, nowoczesny i dopracowany projekt, o całkowicie metalowej konstrukcji z chowanym podwoziem. Łoś dorównywał bombowcom niemieckim, osiągał prędkość ponad 400 km/h, większą niż będące na wyposażeniu myśliwce P.11. Armia w chwili ataku miała około 70 Łosi, były głównie używane do ataków na kolumny pancerne wroga. Łosi było za mało, żeby skutecznie zwalczać przeciwnika.

Załogi samolotów PZL.37 Łoś przy maszynach

Lotnictwo bombowe do działania potrzebuje skutecznej osłony myśliwskiej, właśnie brak nowoczesnego myśliwca był największą bolączką armii. Tutaj na ratunek znów stawiał się Łoś. Samolot w wersji z mocniejszymi silnikami osiągał prędkość 490 km/h, a nieobciążony bombami dobrze wykonywał akrobacje. Doposażając go w karabiny maszynowe, uzyskano by ciężki myśliwiec, mogący nawiązać walkę z maszynami niemieckimi, chroniący w walce, obciążonych bombami współbraci.

Samolot PZL-37A bis Łoś z cywilnymi znakami rozpoznawczymi SP-BNL

PZL P.11 potocznie określany „jedenastką” był samolotem przestarzałym, przede wszystkim zbyt wolnym. Choć miał zalety jak duża zwrotność i prędkość wznoszenia. W latach 30-stych opracowano wersje na eksport – P.24, z mocniejszym silnikiem i zabudowana kabiną. Była chętnie kupowana, przez Rumunię, Grecję i Turcję. P.24 nadal odstawał od myśliwców niemieckich, lecz dzięki wyższej prędkości był w stanie doganiać bombowce. Tylko tego nie robił, bo go w Polsce nie używano.

Jedyny zachowany egzemplarz PZL P.24 na ekspozycji w muzeum lotnictwa w Stambule źródło Wikimedia Commons

Do zwalczania sił pancernych wojsko używało szweckiej armaty 37 mm Bofors wz. 36, która miała wystarczającą siłę ognia, żeby niszczyć wszystkie typy niemieckich tanków w czasie kampanii wrześniowej. W większości były to czołgi lekkie PzKpfw I i PzKpfw II, o pancerzu do 35 mm, czołgów średnich było niewiele, a legendarny Tygrys nie brał udziału w walkach, bo nie był jeszcze produkowany.

Bofors 37 mm anti-tank gun źródło Wikimedia Commons

Czołg lekki 7PT ,uzbrojony w armatę opisaną powyżej był rozwinięciem brytyjskiej konstrukcji Vickers E. Modernizacja polegała głównie na wzmocnieniu pancerza, wymianą silnika z benzynowego na diesla, oraz zamontowaniu właśnie armaty Boforsa. We wrześniu mógł stawać do równego boju z czołgami niemieckimi, lecz 7PT było zaledwie 132.

Czołgi 7TP na manewrach

Tankietki TK-3 i TKS, pierwotnie wyposażone w karabin maszynowy 7.92 mm używane głównie do celów rozpoznawczych i zwalczania piechoty. Przed wybuchem wojny około 20 wozów przezbrojono w km 38.FK-najcięższy karabin maszynowy kalibru 20 mm. Tak wyposażone pojazdy skutecznie przebijały pancerze przeciwnika. Dowodzący TKS-em plut. pchor. Roman Orlik w trakcie kampanii zniszczył 13 niemieckich czołgów.

Tankietka TKS z działkiem 20 mm

Karabin przeciwpancerny wz.35 (Urugwaj), z odległości, do 100 m przebijał pancerz o grubości 33 mm, co pozwalało zwalczać niemieckie czołgi. Wprowadzony do armii w tajemnicy, jego użycie okazało się zaskoczeniem dla Niemców. Do września 1939 roku oddziałom dostarczono 3500 sztuk, liczba ta może być większa, utajnienie operacji czyni ja trudną do ustalenia.

Fińscy żołnierze z karabinem przeciwpancernym wz. 35, 1942 źródło sa-kuva.fi

Dodaj komentarz